Tajwan właśnie zaproponował umieszczenie Bitcoina w swoich rezerwach narodowych.
$602 miliardy w rezerwach walutowych.
A polityk właśnie publicznie powiedział, że część z tego powinna być w Bitcoinie.
To nie jest startup kryptowalutowy. To nie jest influencer z Twittera.
To urzędnik rządowy w jednym z najbardziej wrażliwych geopolitycznie krajów na ziemi, oddalonym o 100 mil od Chin, bezpośrednio w centrum najbardziej niebezpiecznego sporu terytorialnego XXI wieku, mówiący, że Bitcoin jest zabezpieczeniem przed ryzykiem geopolitycznym.
Niech to kontekst wniknie w twoją świadomość.
Tajwan nie podejmuje takich ruchów dla zabawy.
Podejmują takie decyzje, ponieważ system uzależniony od dolara wydaje się kruchy. Ponieważ posiadanie amerykańskich aktywów oznacza narażenie na decyzje polityczne USA. Ponieważ kiedy jesteś małym wyspiarskim krajem z ogromnym agresywnym sąsiadem i sojuszem, który może się zmienić przy każdej elekcji,
zaczynasz myśleć o aktywach, których nikt nie może zablokować.
Nikt nie może zająć.
Nikt nie może nałożyć sankcji.
Salwador zrobił to pierwszy. Potem Bhutan. Następnie USA wprowadziły swoją własną strategiczną rezerwę.
Teraz Tajwan.
Wzór domina przyspiesza.
A oto, co rynek jeszcze nie wycenił w pełni:
Każdy kraj, który proponuje rezerwę w Bitcoinie, zmusza każdą inną skarbówkę do zadania sobie tego samego pytania wewnętrznie.
Czy powinniśmy?
To pytanie, pomnożone przez dziesiątki ministerstw finansów jednocześnie, jest najsilniejszym sygnałem popytu, jaki Bitcoin kiedykolwiek miał.
Ko Ju-Chun może nie uzyskać swojego głosu.
Ale właśnie zasadził ziarno, które nie wróci z powrotem do ziemi.
#Bitcoin #Taiwan #BitcoinReserve #BTC #Crypto