Zdałem sobie sprawę, że prywatność nigdy nie była brakująca, po prostu była poza kontrolą

Ciągle wracam do jednej myśli: może blockchain nie zawiódł w kwestii prywatności, może po prostu od początku zaprojektowaliśmy go źle. Spędziłem wystarczająco dużo czasu na budowaniu i obserwowaniu, jak systemy się łamią, aby dostrzec ten wzór. Zawsze jest ten sam kompromis. Albo wszystko jest ujawnione i zaufanie wynika z przejrzystości, albo wszystko jest ukryte, a użyteczność załamuje się pod ciężarem złożoności. I szczerze mówiąc, nigdy nie czułem się komfortowo z żadną z tych opcji.

To, co zmieniło się dla mnie, to zrozumienie, że prywatność nie musi być absolutna, musi być kontrolowana. Ta zmiana wydaje się mała, ale całkowicie zmienia sposób, w jaki postrzegam rzeczy. Nie muszę ukrywać wszystkiego, muszę tylko udowodnić to, co istotne, nie ujawniając reszty. To jest luka, której nie zdawałem sobie sprawy, że brakuje.

Kiedy myślę o prawdziwych aplikacjach, nie żyją one w ekstremach. Żyją w tej środkowej warstwie, gdzie selektywne ujawnianie naprawdę działa. Jeśli mogę zweryfikować prawdę, nie wyciekając danych, mogę budować systemy, które są zarówno użyteczne, jak i godne zaufania. To jest potężne.

Nie mówię, że to jest całkowicie rozwiązane, ale ten kierunek wydaje się inny. Wydaje się praktyczny. I po raz pierwszy od dłuższego czasu nie wybieram między prywatnością a użytecznością. Zaczynam dostrzegać ścieżkę, na której mogę mieć obie.

#night @MidnightNetwork $NIGHT

NIGHT
NIGHT
0.04654
+3.62%